25.4.13

I co się tak patrzysz???

Aleks i nie tylko on, już od godzin porannych przychodzi do mnie i powtarza "pa pa". A w mojej głowie automatycznie uruchamia się gonitwa myśli i pomysłów gdzie by tu iść z dzieciakami.


Nie żeby w naszej dzielnicy brakowało placów zabaw. Pod nosem mamy jeden, jednak niechętnie tam goszczę z Aleksem.
Rozwrzeszczane dzieciaki biegają po podwórku a gdy zobaczą Aleksa bawiącego się w pozycji z załączonego obrazka, zatrzymują się i gapią jak na kosmitę. Zaczynają krążyć wokół piaskownicy jak hieny polujące na kawałek mięsa. Wiem to tylko dzieci i wiem że gdybym częściej wybierała "Nasz" plac zabaw, z czasem dzieciaki oswoiły by się z niepełnosprawnością Aleksa, a jednak uciekam od tego miejsca, nie chce mi się tłumaczyć.
Gdzie uciekamy?
Uciekamy na place zabaw gdzie Aleks... no dobra - ja, czuję się komfortowo. Gdzie dzieci przychodzą z rodzicami, i w razie ich wątpliwości to rodzice im tłumaczą, że krasnal ma chore nóżki i dlatego nie siedzi i nie biega, ale mogą się z nim pobawić. Zdrowe dzieci chętniej podchodzą do niepełnosprawnych, kiedy usłyszą te słowa od własnych rodziców, a nie od obcej baby która będzie je namawiała do zabawy z "innym" dzieckiem.
Nigdy nie przypuszczałam ze będę miała z tym problem. Jednak Aleks rośnie a Jego rozwój ruchowy zostaje daleko w tyle. Widzę coraz więcej par oczu skierowanych w naszą stronę, ale walczę, sama ze sobą, żeby przed nimi nie uciekać, żeby nie zamknąć nas w czterech ścianach.
Nie wiem, czy dobrze robię rozkładając nad Aleksem ochronny klosz, starannie wybierając towarzystwo i miejsca na zabawę.
Wiem że Aleks na razie nie czuje się samotny. 

Ma fajnych kolegów w ośrodku, mamy super przyjaciół, których dzieci traktują Aleksa zwyczajnie i jako rodzina jesteśmy (chyba) samowystarczalni.  Aleks ma braci z którymi może pograć w piłkę, przeważnie "stoi" z tatą na bramce, ma z kim pobawić się w piaskownicy i "poszarpać" się o ulubione autko.
I jeśli ktoś z boku zerka w Naszą stronę z współczuciem i myśli "Tyle dzieci i w tym jeszcze niepełnosprawne!!!"   To dziś mogę powiedzieć: "Czasami nie jest łatwo, ale Aleksowi nie mogło przytrafić się nic lepszego"



 A co będzie dalej to czas pokaże ;)
 

16 komentarzy:

  1. Jaki śliczny chłopczyk... :)
    Życzę mu wszystkiego, co najlepsze, bo na to zasługuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakończenie wpisu najlepsze z możliwych:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ola, mama Ingi z 26tc26.04.2013, 09:28

    Ach, te oczęta Aleksa, można się w nich zatracić :D
    Ja robię podobnie, uwielbiamy place zabaw, gdzie nikogo nie ma :). Zdaję sobie sprawę,że Ingula powinna mieć kontakt z innymi dziećmi, tym bardziej jako jedynaczka, jednak te spojrzenia... to bardzo boli. Na tłumaczenia też nie mam siły, kiedyś próbowałam, skutkiem było odwrócenie na pięcie z dzieckiem pod pachą ;), cóż ...
    Pozdrawiamy ciepło :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mozemy się poddawać, musimy walczyć z same sobą, dla naszych dzieci.
      Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  4. Taaak. Właśnie to. Aleksowi nie mogło przytrafić się nic lepszego!!

    Mieć taka rodzinkę, takich rodziców to naprawdę najlepsze, co mogło się 1, 2, 3, 4 i 5 przytrafić :D

    Dzieci są bardziej empatyczne i otwarte na inność aniżeli dorośli, tylko właśnie potrzebują, by ktoś im pewne rzeczy wytłumaczył. A rodzice jak dutki uciekają od takich tematów.

    pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wujek to zawsze mądrze napisze i na duchu podniesie
      Pozdrawiamy

      Usuń
  5. Aleks jest szczęściarzem, że ma taką fajną rodzinkę!
    Wierzę że czas będzie dla niego łaskawy i da mu wszystko co najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu moim i Aleksa

      Usuń
  6. Zawsze marzyłam o takiej rodzinie, planowałam przynajmniej czwórkę pociech. Niestety, nigdy nie brałam pod uwagę, że będę mieć tylko dwóch synów, Sylwusia z opóźnieniem w rozwoju i Karolka z autyzmem. Tak widocznie musi być. Z doświadczenia wiem, że tam gdzie więcej dzieci w rodzinie, dzieciaki są lepiej wychowane, grzeczne, dobre. Co do miejsca na placu zabaw... echhhhh..., nawet nie wiem, co napisać. My też przechodzimy przez tę walkę o akceptację dla naszego syna. I jest ciężko. Dobrze chociaż, że nie mieszkamy w mieście, tylko na wsi, to mamy swój "mały plac zabaw" pod domem. Jednak czasami aż żal ściska mi serce, jak widzę inne dzieci, które razem biegają, bawią się, a z Sylwusiem nie chcą, bo jest "inny". To temat rzeka, który nigdy się nie skończy i zawsze będzie boleć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się marzy kawałek własnego podwórka, chociaż ogródek.
      Pocieszające jest to że chłopaki mają siebie, mimo wszystko.
      Wiem że to się łatwo pisze i nie znam dokładnie sytuacji, ale nie próbowaliście zaprosić dzieciaków ze wsi, do siebie, na grilla czy noc pod namiotami.
      Takie akcje wymagają dużego poświęcenia i ogromne pokłady cierpliwości ale mogą przynieść pozytywny efekt.
      Pozdrawiamy i dużo sił życzymy :*

      Usuń
  7. Dokładnie nic lepszego się mu trafić nie mogło, nigdy o tym nie zapominaj!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurcze- zagapiłam się znowu i dopiero teraz odnalazłam Twoje wpisy, dla mnie tak bardzo właśnie aktualne:)!!!! To chyba wiosna sprawia, że place zabaw przykuwają naszą uwagi i są źródłem trosk:)
    Ale fajnie wiedzieć, że nie tylko ja i nie tylko moje dziecko budzi sensację albo inne reakcje:)
    Pozdrowienia dla Aleksa i dzięki za pomysły na to, jak sobie poradzić:)

    OdpowiedzUsuń
  9. A- zapomniałabym- fajne te zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń